Jak zwykle spóźniona wstałam i w zadziwiająco szybkim tempie wzięłam prysznic, później założyłam spodnie i koszulkę z nadrukiem ''Icy coffee shop'' złapałam torebkę i pognałam na metro. Mój tata Bob pewnie już zajmował swoją stałą posadę za biurkiem niszczącej zdrowie i psychikę korporacji w której zajmował się marketingiem i reklamą, do prawdy nie wiem jakim cudem go przyjęli. Bob to taki typ człowieka, któremu wystarczy jedna para spodni, dwie bluzki i kurtka i założę się że to dlatego od śmierci mamy jest sam, ale skoro jemu to nie przeszkadza to chyba dobrze.
Gdy dojechałam pod ruderę zwaną kawiarnią, w której od niedawna pracuję i otwarłam drzwi
zobaczyłam mojego przyjaciela Liama. Umiejętności kulinarne, wokalne i aktorskie to tylko niektóre z jego
wszystkich zdolności, ale w tym brunecie zdecydowanie najlepsze jest jego
wielkie serce z czym zgadzają się wszyscy, którzy go poznali.
- Cześć Liaś!- wesoło krzyknęłam na powitanie, a widząc go z
nie najszczęśliwszą miną posłałam mu wielki uśmiech.
- spóźniona, znowu, to chyba twoja tradycja –zaśmiał się – zrobić ci śniadanie,
może jajecznica hmn?
- idealnie – odpowiedziałam kierując się w stronę blatu.
Payne zawsze mógł mi szykować śniadania, bo do naszej kawiarenki nie
przychodził nikt, poza szefem, swoją drogą straszny z niego bufon (dobrze, że
on tego nie słyszy). ‘Kawiarnia’ leży na skraju miasta, budynek nie należy do
najciekawszych miejsc w Londynie, lekko obdarte mury pokryte graffitti, w środku
nie jest jeszcze najgorzej, a nawet całkiem nieźle. Ściany są zielonego, lekko
wyblakłego już koloru, w ciasnym pomieszczeniu znajduje się parę stolików i
blat, przy którym właśnie stoję i szykuję sobie kawę.
- proszę, oto pani zamówienie –zachichotał brunet, kładąc
przede mną talerz jajecznicy z pomidorami, pachnącej wybornie.
- ależ dziękuję – wzięłam się za powolne jedzenie, ponieważ nie szykował się
dzisiaj pełen emocjonujących przeżyć dzień, właściwie jeśli żaden klient nie
przyjdzie to do zamknięcia będziemy grali w karty i słuchali muzyki z
trzeszczącego radia. Można więc powiedzieć dzień jak co dzień.
*
Godzinę przed zamknięciem Liam robił coś w kuchni a ja
czytałam starą gazetę, którą znalazłam przy sprzątaniu pod blatem. Nagle drzwi
otworzyły się i zatrzasnęły z hukiem, zdezorientowana podniosłam głowę w górę, by
tam napotkać przeszywające niebieskie spojrzenie, blondyna zdejmującego kaptur
ciemnej bluzy.
- Cześć – usiadł na krześle przy blacie, podpierając twarz
rękoma
- um..Cześć – podałam mu menu – proszę
- dzięki, ale to nie jest potrzebne, chcę czarną kawę- kiedy
wyjmowałam kubek z szafki czułam na sobie jego spojrzenie co nie pomagało mi
się skupić w pracy i znając moje ‘szczęście’ można było przepuszczać, że tak
się właśnie skończy. Upuściłam kubek z piskiem godnym pozazdroszczenia, aktorom
z horrorów.
- Lila! co się stało?! – do środka wpadł Liam, ale widząc
blondyna całkowicie o mnie zapomniał i spoważniał, tamten chyba to wyczuł bo
przestał dusić śmiech (ze mnie!) i spuścił głowę w dół. Później Payne jak na
prawdziwego dżentelmena przystało pomógł mi się pozbierać i zajął się
zamówieniem, podczas gdy ja zamiatałam szczątki kubka z podłogi.
- kawa- odpowiedział Liam i pociągnął mnie za sobą na
kuchnię.
- czy coś ci zrobił? –wybuchnęłam głośnym śmiechem – mówię poważnie
– dodał nadal lekko ściszonym głosem
- daj spokój, co miał mi zrobić? Wiesz że jestem niezdarą.
- ale to przecież ON! –powiedział tym razem głośniej
- powinieneś najpierw wyjaśnić mi co to za ON, bo dalej nie
wiem o co ci chodzi –zmarszczyłam brwi.
- powiem tylko tyle NIALL HORAN –spojrzałam na niego
zdezorientowana, więc ciągnął dalej- kradzieże, rozboje, podpalenia
- to bandyta? –szepnęłam z dramatycznie
- na to wygląda- Liam wychylił się, aby sprawdzić czy on
nadal tam jest, ale już go nie było.
- problem sam opuścił nasze miejsce pracy więc możemy
skończyć już, zamknąć drzwi i wrócić do domu wcześniej –zaproponowałam, brunet przytaknął.
‘Po problemie ‘ – pomyślałam, a to był błąd bo właśnie teraz
problemy się zaczynały i nikt nie miał na to wpływu , a już na pewno nie mała,
szarooka nastolatka taka jak ja.
*
Kiedy byłam już w domu zadzwonił tata, że spotkanie mu się przeciągnie
i wróci bardzo późno, tak więc poszłam do kuchni i szykowałam dla
siebie miskę płatków. Wzięłam ją na górę, do sypialni i włączyłam telewizor,
właściwie najlepszą opcją było pozostawienie jakiegoś durnego serialu
familijnego. Kończąc płatki i mentalnie rzygając drętwym serialem usłyszałam
hałasy dobiegające z zza okna. Podniosłam roletę i o mało co nie dostałam
zawału serca, przed domem zauważyłam jakąś postać w ciemnej bluzie lub kurtce (nie to było w tej chwili najważniejsze!) szybko zasunęłam roletę a odwracając się
moim oczom ukazał się Niall (jak on to do diaska zrobił?!), cały przemoknięty, ale tym razem lekko się
uśmiechał,
-Witaj piękna, jestem Niall, jak dobrze, że zdążyłem wejść
przed twoim tatą- zdjął bluzę i rzucił ją na ziemię, podczas gdy ja zwyczajnie
stałam jak kołek (zrób coś, on jest bandytom!)
- powinieneś wyjść – ośmieliłam się odezwać, on jak gdyby
niczego nie słysząc położył się na moim łóżku
– Lilianne, śliczne imię
-Lila – poprawiłam go
- chyba nie masz zamiaru się na mnie dąsać jak mała
dziewczynka? – wstał i powoli szedł w moim kierunku i z każdym jego krokiem w
przód, robiłam krok w tył aż napotkałam blokadę w postaci ściany.
- jesteś taka słodka i niewinna – zachichotał dotykając
zimną, zmarznięta dłonią mojego policzka, a kiedy to robił na całym ciele
pojawiła się gęsia skórka, ale jakiejś cząsteczce mnie ten dotyk nie
przeszkadzał, a wręcz niedorzecznie i niewytłumaczalnie bardzo się podobał.
________________________________________________
I jak? to pierwszy rozdział tego opowiadania, mam nadzieje, że spodoba się wam ono na tyle, iż będziecie chcieli czytać dalej.
Chcesz być informowana/any o nowym rozdziale? świetnie nic prostszego wystarczy, że zostawisz poniżej swoją (@) nazwę z tt w komentarzu. <33
mój tt ---- @luvmyhoranxoxo
Do następnego!